Początek końca rajów podatkowych? Będzie nie tylko podatek cyfrowy, ale i minimalny CIT

Początek końca rajów podatkowych? Będzie nie tylko podatek cyfrowy, ale i minimalny CIT

OECD proponuje bowiem przyjęcie minimalnej stawki światowego podatku od dochodów firm (CIT). Poszczególne kraje mogłyby nadal ustalać go na niższym poziomie, ale traciłoby to większy sens. Skarbówka z drugiego państwa mogłaby bowiem pobierać różnicę między stawką minimalną a niższą, przyjętą w innym kraju, np. w raju podatkowym. Niezależnie od tego odmawiałaby wszelkiego rodzaju ulg, preferencji i zwolnień przy wypłacie pieniędzy do kraju ze zbyt korzystnym systemem podatkowym.

– Firmy zawsze płaciłyby odpowiedni podatek od dochodów w kraju, gdzie je wypracowały, a więc znikłaby motywacja do agresywnej optymalizacji podatkowej – komentuje Józef Banach, radca prawny w InCorpore Banach, Szczypiński i Partnerzy.

Podatki: cyfrowy i minimalny – te dwa filary planowanej reformy wynikają z opublikowanej 31 maja 2019 r. mapy drogowej prac OECD.

Uderzenie w raje

Wstępne pomysły OECD są bardzo ambitne. Poszczególne kraje mogłyby nadal ustalać własne stawki CIT, ale w ich własnym interesie byłoby, aby nie były one niższe od minimalnego, światowego CIT.

– Jeśli więc polska firma posiadałaby zakład na Węgrzech, jego dochody byłyby opodatkowane według obowiązującej tam stawki 9 proc., to Polska miałaby prawo pobrać różnicę między zagraniczną daniną a stawką minimalnego światowego CIT. Wprowadzono by więc przepisy podobne do obowiązujących już dziś, które pozwalają opodatkować dochody tzw. zagranicznych spółek kontrolowanych (CFC) – tłumaczy Józef Banach.

Nowe reguły będą wymagać zmian w poszczególnych umowach o unikaniu podwójnego opodatkowania. Chcąc tego uniknąć, OECD zapewne zdecyduje się na aneksowanie obowiązującej już wielostronnej konwencji podatkowej MLI. Taki aneks pozwoliłby uniknąć długotrwałych dwustronnych negocjacji między poszczególnymi krajami.

– To jednak słaby punkt reformy, bo zapewne doczekamy się podobnej sytuacji, jak przy wdrażaniu MLI, czyli setek zastrzeżeń i wyłączeń, które zmniejszą znaczenie zmian – ocenia Józef Banach.

Mimo tego jest przekonany, że reforma wejdzie w życie, bo nikomu ze 129 państw uczestniczących w pracach OECD nie zależy już na status quo. Oznacza ono bowiem zbyt duże straty w ich budżetach.

Od internetowych gigantów

Do końca 2020 r. poznamy też kształt nowego podatku cyfrowego, który zapłacą internetowi giganci. Polska wprawdzie aktywnie popiera i uczestniczy w pracach nad tą reformą, ale nie chce czekać tak długo.

Niewykluczone, że nasz krajowy podatek cyfrowy wejdzie w życie już od 2020 r. – wskazuje na to Wieloletni Plan Finansowy Państwa na lata 2019–2022.

W odpowiedzi z 14 maja br. na poselską interpelację (nr 30491) wiceminister finansów Filip Świtała zwrócił uwagę na to, że podobną decyzję podjęły już inne kraje unijne, np. Francja, Hiszpania, Włochy, Wielka Brytania, Austria i Czechy. Wiceminister zapewnił, że projekt podatku zostanie skonsultowany z wszelkimi zainteresowanymi środowiskami. Nie są jeszcze znane jego szczegóły.

Swoją propozycję podatku zaproponowała w marcu ubiegłego roku Komisja Europejska. Pomysł był taki, żeby koncerny cyfrowe (o światowych przychodach wyższych niż 750 mln euro i unijnych wyższych niż 50 mln euro) płaciły daninę według 3-proc. stawki od niektórych przychodów uzyskiwanych na terytorium danego kraju (np. ze sprzedaży przestrzeni reklamowej w internecie, sprzedaży danych wygenerowanych dzięki informacjom o użytkownikach platformy).

Takie rozwiązanie nie zyskało jednomyślnego poparcia (sprzeciw zgłaszała m.in. Irlandia). Ostatecznie Bruksela porzuciła swój pomysł.

Wirtualny zakład

Równolegle, w marcu 2018 r., Komisja Europejska zaproponowała inne rozwiązanie – docelowe, które chce popierać na forum OECD. Chodzi o wprowadzenie do umów o unikaniu podwójnego opodatkowania koncepcji tzw. wirtualnego zakładu, który powstawałby w danym kraju, gdyby firma internetowa spełniła jeden z trzech warunków:

 roczne dochody takiego zakładu przekraczałyby określony poziom (KE zaproponowała 7 mln euro),

 firma pozyskałaby odpowiednio wielu użytkowników (KE sugerowała poziom 100 tys. w roku podatkowym),

 firma zawarłaby z przedsiębiorcami z tego państwa odpowiednio wiele umów dotyczących transakcji internetowych (KE proponowała 3 tys.).

Z mapy drogowej OECD wynika, że koncepcja wirtualnego zakładu jest ciągle rozważana. W grze są też jednak dwie inne propozycje.

Pierwsza, popierana m.in. przez Wielką Brytanię, to projekt wyliczania podatku w zależności od wartości dodanej, którą firmy uzyskują dzięki sprzedaży danych użytkownika (ang. user participation proposal).

Drugi pomysł zaproponowały Stany Zjednoczone, bardzo niechętne rozwiązaniom unijnym. Zgodnie z tym modelem podatek objąłby tylko niektóre koncerny. Płaciłyby one daninę w kraju konsumenta od swoich „niematerialnych wartości”, takich jak marka handlowa czy wartość danych klienckich (ang. marketing intangibles proposal).

Sceptyczny co do kompromisu w sprawie światowego podatku jest prof. Dominik Gajewski z Centrum Analiz i Studiów Podatkowych przy SGH. Przypomina, że poszczególne kraje (także unijne) kierują się rozbieżnymi interesami.

– Jeśli dodamy do tego lobby amerykańskie, sceptycznie nastawione do opodatkowania własnych koncernów, to widzimy, jak trudnego zadania podjęła się OECD – mówi prof. Gajewski.

Chwali jednak samą inicjatywę. – Należy ją przyjąć z aprobatą, tym bardziej że wypracowano już jej kierunkowe założenia, które mogą okazać się skuteczne – mówi profesor.

    tags: 
  • podatek

  • bitcoin

  • kryptowaluty